Posty

Andrzej Łapicki

Obraz
Moje ciotki się w nim kochały, jako wielbicielki kina, mówiły POLSKI MASTROIANI. Oglądały  wszystko. Wzdychały OCH JAKI ON CUDNY, wieszając kolejne zdjęcia, wycięte z FILMU, na słomiankę. Farbowały się na blond jak kuzynka z Warszawy, która w tajemnicy wyznała, że Pan Andrzej woli blondynki. Pohukiwały na mnie w kinie kiedy przeszkadzałam podczas Polskiej Kroniki Filmowej. Byłam dzieckiem i tej fascynacji nie rozumiałam, wcale mi się Pan Andrzej nie podobał, podobał mi się mój tata i PAUL NEWMAN. Kiedy dostałam się do szkoły aktorskiej, fascynacja moich ciotek nie wygasła, miały mężów i dzieci, ale ciągle dopytywały o Pana Andrzeja. Czy widziałam go z bliska, czy dalej taki przystojny, czy miły, sympatyczny, szarmancki, czy uczy młodych aktorów? Nie odpowiadałam na pytania, bo z nim zajęć nie miałam, uczył starszych kolegów. Ciotki rozczarowane wątpiły, że studiuję aktorstwo. Jak to bez Łapickiego? I przewracały oczami. Mówiłam słuchajcie mam zajęcia z Łomnickim, z Holoub...

Duras

Obraz
„Niech pani nie robi nic innego, niech pani pisze” usłyszała. Teraz będę opowiadać o kobiecie, która fascynuje. Oto Duras. Piękna, smutna, samotna. Zajmująca całą moją przestrzeń. Gdyby żyła spakowałabym się i w jednej chwili pojechała do niej błagając by mnie przyjęła. Jest moją nauczycielką tak postanowiłam. Dlatego noszę ją ciągle ze sobą.”La maladie de la mort”, „Pisać” reszta niestety w Internecie, bo od lat nie drukowane powieści, opowiadania, sztuki teatralne. Autorka „Hiroszima moja miłość”, „Kochanek”. Urodzona w Indochinach w 1914 roku. Jej wszechstronność to również reżyseria, filmy i scenariusze. „Samotności się nie znajduje, ją się tworzy, samotność tworzy się sama”. Najważniejszy wymiar samotności to samotność tekstu. Zastanawiasz się czym była cisza obecna przy każdym ruchu ciała, każdym stawianym kroku o każdej porze dnia. Samotność ciała staje się samotnością tekstu. Można najpierw odkryć swoją samotność, a potem zastanawiać się czemu ma służyć...

Marina Abramović

Obraz
„Artystka obecna” dla mnie na pewno. Od 2010 roku jestem wielką fanką osobowości tej bezkompromisowej performerki. Pewność siebie, charyzma, pracowitość i nie ludzka wytrzymałość imponują. Dzięki tej kobiecie zaczęłam drążyć trudne zagadnienie jakim jest performance. Chociaż żyję w tym świecie muszę przyznać, że język sztuki współczesnej jest bardzo trudny, dla niektórych wręcz nie możliwy do uchwycenia. Traktowanie ciała jako materiału, który można miażdżyć, nacinać, rozbijać, uderzać, przypalać, poddawać wszelkim możliwym próbom sprawia, że pokazy przyprawiają o zawrót głowy i mdłości. Ale jest we mnie ciekawość i chęć uzyskania odpowiedzi na pytanie: czym jest to dziwo, czym jest performance? Z dzieciństwa pamiętam    zdanie, że Rembrant miał farby we krwi. W umyśle potraktowałam to dosłownie, wyobrażając sobie artystę podcinającego własne żyły by namalować obraz. Byłam tym przerażona   i podekscytowana. Być może był to pierwszy performance, który zobaczyłam o...

Herbert

Obraz
Jego wielkie ciało leży na łóżku, jest opuchnięte od choroby, leków i zatrzymanej wody. Za kilka miesięcy zakończy się cierpienie i słabość. Teraz leży i czeka na chłopca, prawie mężczyznę. Chłopak drży z podniecenia na myśl spotkania wieszcza. Jego wiersze zna na pamięć, a niektóre potrafi zaśpiewać. Oto historia: Ja tam byłem w tym pokoju i widziałem blat jego biurka. Widziałem ten blat. On leżał w łóżku, oddychał ciężko, mówił bezgłośnie po tracheotomii. W życiu wypalał mnóstwo papierosów stąd ta choroba krtani. Okazało się, że z powodu uroczystości w teatrze miał namalować mój portret przenikający się z portretem Baczyńskiego. Miał również wybrać na tę okazję wiersz, wiersz Baczyńskiego. Przy łóżku stało krzesło. Usiadłem. Poprosił żebym na biurku, w teczce   poszukał   wiersza. Pamiętam teczka była niebieska, w niej jakieś dwanaście luźnych kartek. Zacząłem te kartki przeglądać starannie, ale wiersza nie mogłem znaleźć. Nie ma wiersza Panie ...

Łotr

Obraz
Photo by  JC Gellidon  on  Unsplash Byłem zwykłym łotrem. Zbrodniarzem bez zbrodni. Mordowałem dusze napotkanych kobiet. Bez miłości zdejmowałem majtki i staniki, kiedy chciałem i jak chciałem. Byłem łotrem, który zrozumiał, że nim jest. Zapragnąłem z tym skończyć raz na zawsze… Nie mogłem na siebie patrzeć. Rozbiłem lustro w łazience. Nie mogłem patrzeć na swoją twarz. Twarz, która robiła   takie wrażenie na kobietach i mężczyznach. Patrząc na siebie przeniknąłem wszystko. Trudno było mnie oszukać. Rzuciłem to życie. Sprzedałem rzeczy i mieszkanie. To co zostało, wystawiłem przed dom. Teraz nie miałem nic prócz torby i portfela z kartą kredytową. Wyjechałem do innego miasta. Wynająłem mieszkanie i zatrudniłem się jako nauczyciel matematyki   w pierwszej lepszej szkole. Cierpiałem. Byłem rozpaczliwie samotny. Na towarzysza wybrałem pytona. Pies byłby za bardzo absorbujący. Pyton czuł się znakomicie. Pływał w wannie. Żarł myszy i szczury. Wieczorami ...

Być jak Jared Leto

Obraz
On ma to coś i kropka. Jest celebrytą z innego świata. Wie jak zrobić prawdziwy amerykański show. Przy Jaredzie Leto wszyscy jesteśmy grubi i brzydcy, nie umiemy śpiewać i występować. Nikt nie jest tak bardzo wyluzowany i tak pewny siebie jak on. Przynajmniej tak to widzę patrząc na niego gdy śpiewa. Chce się z nim przebywać, jest absolutnie fantastyczny, pełen empatii, pozytywnej energii, zaraża radością, bije od niego światło. Jest jak kumpel z podwórka, który nie przejdzie obojętnie obok twojej krzywdy. Pomoże, poda rękę i jak twierdzi młodzież, robi to wspierając dzieciaki z depresją. Przyjechałyśmy z J. i naszymi córkami do Kopenhagi na  koncert Thirty Seconds To Mars do TAP.1. Kameralne i pełne światła miejsce. Wszyscy uśmiechają się do siebie, nie ma krzyków przepychanek czy zaczepek. Popołudniowy spacer po mieście i ten obraz sprawia, że czujemy się bezpieczne. Średnia wieku publiczności od 12 do 70 lat. J. nie słucha MARSÓW wchodzi w zabawę trochę niepe...

Filipowicz spod lady

Obraz
"Frida", obraz autorstwa Marioli Landowskiej Szanowny Panie Kornelu piszę z głębi pamięci. Piszę z otchłani, a właściwie z kosmosu. To przy  Kosmosie właśnie, słynnej wtedy restauracji w moim rodzinnym mieście Starogardzie Gdańskim, znajdował się kiosk Ruchu. To właśnie tam, spod lady, kupowałam najważniejsze dla mnie książki. Takie to były czasy. Przez cały tydzień oszczędzałam, żeby w piątek kupić nową książkę i Prince Polo. Pani z kiosku rozpoznawała mnie z daleka. Często stawałam w kolejce po WIECZÓR WYBRZEŻA, żeby wspólnie z tatą czytać najświeższe pomorskie informacje o  UFO, wypadkach czy innych zbrodniach w okolicy… Kioskarka machała do mnie   z daleka i pokazywała książki podnosząc do góry. Miałam dziesięć lat i nigdy nie czytałam książek dla dzieci .Musiała mnie wyczuć i któregoś razu pokazała Pański zbiór opowiadań GDY PRZYCHODZI SILNIEJSZY, pomyślałam, że KORNEL to bardzo ładne imię dla mężczyzny. Od razu poczułam, że  jak ktoś ma na i...